Schodzisz rano do salonu po mocnym fifthary recovery workoucie, na którym miałeś fatigue single, ale na rpe 4.5, bo tyle jedynie pozwalał ci twój whoop. Odbierasz spod drzwi swój wegański catering i zajadasz się tofucznicą z rtęciowym sosem zero. Kroki nabite, cardio zrobione, zero potrzeb. Udajesz, że wszystko jest okej, dopóki przechodząc obok lustra nie spojrzysz sobie w oczy. Jedynie kogo w nich widzisz, to gościa który nie wyciska nawet 200kg, a wiesz dobrze, że twój stary w twoim wieku robił już 250 i to na chybotliwej ławeczce. Nie daj mu wygrać