Kiedyś sobie kucam i moje ciało robi ała. Upadam na podłogę, sztanga goli mi kawałek karku i wylatuje do przodu. Łapię się wtedy za biodro i mówię :”ała, jaki straszny ból, chciałbym, aby go nie było”. Wtedy przyszedł Rafał, oblizał swój palec i wsadził mi do ucha. Następnie pokazał parę ćwiczeń i odjechał na deskorolce ku zachodzącemu słońcu, w tle lynyrd skynyrd grało freebird. Poza rozwijającym się zapaleniem ucha i zachwianym poczuciem wartości w życiu nic mi już nie było.