Start na Otwartych Mistrzostwach Ząbkowic Śląskich, 01.05.2015

Tridnet_Athletics_Eleiko_Weightlifting

Start na pełnym spontanie – tak na otarcie łez po zaprzepaszczonej szansie zaprezentowania się na AMP. Dosłownie w ostatniej chwili padła decyzja, że zamiast piątkowego treningu będę brał udział w zawodach. Po szybkim telefonie miałem również towarzysza na pomoście – Kamil zgodził się towarzyszyć mi w Ząbkowicach, jednak niezależnie od przebiegu zawodów nie mogliśmy się spóźnić na jego trening. Twardy negocjator ;) Jak zawsze, dzięki wielkie za pomoc i motywację. Do rzeczy:

185
195 film
200
film

Z Wrocławia wyjechaliśmy blisko dziewiątej. Pierwsze starty miały rozpocząć się o 11, więc mogliśmy sobie pozwolić na odrobinę luksusu typu kawa na stacji czy jazda zgodnie z przepisami. Po zawitaniu praktycznie z marszu ważenie (123,3 kg), wpisowe, podanie pierwszego podejścia i czekamy. Zgłosiło się aż 57 zawodników, do tego zawody rozpoczęły się z lekkim poślizgiem, więc miałem mnóstwo czasu na jedzenie i sen, z czego skwapliwie skorzystałem ucinając sobie drzemkę w aucie. Grzać się zacząłem koło 14. Sama rozgrzewka poszła tak sobie – ławeczka była wąska i śliska, trudno było się na niej dobrze ułożyć. Dość powiedzieć, że ostatnie rozgrzewkowe podejście na 170 zasiało we mnie wątpliwość, czy ja cokolwiek poza 185 kg wycisnę.

W kategorii 120+ startowało łącznie ze mną 4 zawodników. Wszyscy czterej zgodnie rozpoczęliśmy rywalizację od 185 kilogramów. Sprzęt na pomoście startowym to było niebo a ziemia w porównaniu do rozgrzewkowego, więc jak tylko zacząłem się na niej układać wiedziałem, że będzie nieźle. Podchodziłem jako ostatni. Samego podejścia nie pamiętam, więc musiało być na tyle lekko, że mój mózg nie odnotował go jako wartego zarejestrowania :D Po pierwszej kolejce prowadziłem wygrywając wagą ciała nad dwoma innymi rywalami (trzeci spalił za komendy). Drugie podejścia, znów podchodzę jako ostatni. Rywale kolejno zgłosili 185 i dwa razy 192.5. Wszyscy zgodnie zaliczyli, włącznie ze mną (patrz wyżej). Jednak z samego wyciskania nie byłem zadowolony. Coś schrzaniłem z opusczeniem sztangi i w konsekwencji nie poszło tak lekko, jak się spodziewałem. W międzyczasie moi rywale zadysponowali zgodnie 197.5 kg, więc stanąłem przed dylematem, czy iść po wynik, czy też bronić miejsca. Oczywiście wybrałem to pierwsze ;) No i niestety, nie dla psa kiełbasa – 2oo kilogramów okazało się za ciężkie. W konsekwencji miejsce III z wynikiem 195 kg. Mógłbym sobie pluć teraz w brodę, że trzeba było walczyć o medal, jednak jechałem tam zmierzyć się z dwiema paczkami, a poza tym nie były to dla mnie tak znaczące zawody, by zbierać kilogramy i kalkulować zamiast iść na całość. W każdym razie dziękuję za pomoc, doping i wspólną zabawę, do zobaczenia na pomostach :)

A po zawodach..

przysiad 220/2 // bez pasa

Nie mogłem sobie odmówić :D

Ze sportowym pozdrowieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.