Najlepszy anabolik na świecie

Wpisem tym nie zamierzam przedstawić żadnego nowego fenomenalnego suplementu. Również nie będzie to tekst o supersuplementach spod lady. Postem tym chciałem zwrócić uwagę na ogromnie niedocenioną rolę jednego z podstawowych elementów, które składają się na dźwiganie i wyniki – jedzenia. Zapraszam.

Przygotowania do tegorocznych mistrzostw Polski nie pozostawiły w mej pamięci zbyt ciepłych wspomnień. Rozpoczęcie metody pod MP zbiegło się z powrotem do diety paleo, a ta (z bardzo grubsza pisząc) opiera się na eliminacji węglowodanów z diety i zbliżeniu jadłospisu do tego, który spożywali nasi przodkowie – czyli albo to, co zebrali (jagódki) albo co upolowali (mięso). Dość powiedzieć, że moc na treningu nie była częstym gościem. Doszło do tego, że 4 tygodnie przed startem poddawałem w wątpliwość sens mojego udziału w zawodach. W tej sytuacji zrobiłem pierwszą rzecz, jaka przyszła mi do głowy – zacząłem żreć. W diecie pojawiły się węgle, pojawiły sie cheatmeale. Efekt? Waga 113 -> 118, przysiad 235/3 -> 280/1. Czy musiałem się tak utuczyć? Pewnie że nie. Czy kiepskie przygotowania to efekt diety paleo? Bynajmniej. To efekt mojego marnego przygotowania merytorycznego i wdrożenia jadłospisu człowieka pierwotnego na hura, bez głębszej analizy.

Nie była to pierwsza taka sytuacja w mojej karierze, i nie jestem odosobnionym przypadkiem. Następstwem zwiększenia podaży kalorii zawsze było zmniejszenie wagi sztangi. I niezależnie czy zwiększałem ilość spożywanej oliwy, ryżu, czy jakiegokolwiek innego źródła energii, efekt był ten sam –  nierozjebywalność.

To nie jest zachęta do metamorfozy w tucznika. Chcę zwrócić uwagę na to, że najpotężniejsze narzędzie do robienia wyniku jest na wyciągniecie ręki, niewymagające ogromnych nakładów pracy czy gotówki. Żarcie to, obok treningu i snu, jeden z trzech filarów trójboju siłowego. Ładowanie w siebie fury suplementów będąc niedożywionym da równie spektakularny efekt jak montaż podtlenku azotu do Fiata 126p. Zamontuj nitro do odżywionego, wymuskanego Porsche, a będziesz nie do wyprzedzenia. Zrób to samo w zabiedzonym Maluchu, a ten się efektownie spierdoli.

Absolutnie nie chcę nikogo nakłonić do natychmiastowego nabierania masy w imię wyniku. Czasy, w których trójboiści byli kojarzeni z ogromnymi, zalanymi świaniakami odeszły do lamusa. Wiedza na temat odżywiania i suplementacji jest obecnie na bardzo wysokim poziomie i wciąż jest rozwijana, a upasanie się do 130 kg nie jest ani zdrowe, ani estetyczne, ani sensowne. Jednakże jeżeli zawody za pasem a treningi idą dramatycznie źle, to myślę że warto przyjrzeć się swojej diecie i rozważyć kilkaset kalorii ekstra. Nawet mimo tych 2, 3, może 5 kg więcej na wadze. Możesz w ten sposób uratować swój start.

Ze sportowym pozdrowieniem.

PS.
Na dniach artykuł o paleo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.