Kamienie milowe vol. 2, część pierwsza

Prawie dokładnie dwa lata temu, przy współpracy z czołowymi zawodnikami i trenerami naszego pięknego kraju, powstał wpis pt. Kamienie Milowe. Wespół z moimi zaproszonymi towarzyszami stali zdradziliśmy nasze momenty wow, po odkryciu których zadrżała ziemia pod naszymi stopami i nic nie było już takie jak dawniej.

Jak już wspomniałem, od czasu publikacji tego tekstu upłynęły dwa długie lata. Zapewne jakaś mama-słonica wydała już na świat piękne silne słoniątko (dla niezorientowanych w żarciku – ciąża słonia trwa 22 miesiące), innymi słowy – minął szmat czasu. Masa chwil na refleksje, naukę oraz obserwacje.

Poniższy tekst będzie w nieco innej formie niż poprzedni, bo ma ukazać ewolucję podejścia każdego z nas, zarówno jako zawodników, jak i trenerów.
Zacznę ja.

Jako zawodnik:

Przede wszystkim, boleśnie na własnej skórze się przekonałem, że nie jestem nierozjebywalny. O samym wypadku jeszcze kiedyś na pewno napiszę, jednakowoż zabranie mi na pół roku możliwości wykonywania ciągów i przysiadów było tak dużą nauczką, że stałem się dokładniejszy i uważniejszy, czy to chodzi o wzorce ruchowe, czy też rozgrzewkę i mobility. Ironicznie, wypadek ten uważam za bardzo rozwijający – zmuszony zostałem do szukania innych dróg do robienia wyniku, więc mój warsztat trenerski z zakresu periodyzacji i programowania pod słabe ogniwa bardzo się rozwinął. No i let’s face it – na L4 ma się masę czasu na zgłębianie wiedzy. ;)

Zdaje się, że przez te dwa lata stałem się nieco mniej krytyczny. Krytyczny to może być złe słowo – skory do eksperymentów. Lubię czytać i słuchać o innych strategiach periodyzacji, lubię modyfikacje podstawowych wzorców ruchowych, wreszcie lubię poobserwować jakieś absolutnie szalone pomysły i koncepcje. Części z nich zapewne nigdy nie wprowadzę w życie, ale takie podejście wprowadza sporo ekscytacji i świeżości do treningu, a i pozwala wyjść spoza pewnych utartych ram, które zwykłem stosować.

Apropo wychodzenia spoza schematów – zostawienie starej, poczciwej periodyzacji liniowej na rzecz periodyzacji sprzężonej uważam za jedną z najlepszych treningowych decyzji ostatnich lat. I tak, dalej w moich metodach występuje element liniowego przeciążania, ale możliwość pracy nad różnymi aspektami (siła eksplozywna, hipertrofia, siła maksymalna) w tym samym mezocyklu wydaje mi się strzałem w dziesiątkę. No i to jest to, co pisałem wcześniej. Rotacja ćwiczeń, kilogramów, tempa – każdy trening jest na swój sposób ekscytujący. Jednego dnia robię w 6 minut 10 serii siadów na boxa, a w inny wyciągam 350 kg z podstawek – nie sposób się tym znużyć. Do tego traktowanie rozładowania jako profilaktyki, a nie smutnej konieczności – dla mnie ogromna zmiana, za którą moje ciało na pewno mi podziękuje. Nie będę zapeszać, ale mam nadzieję, że start na zawodach federacji WPRF w listopadzie (i wynik!) uzasadni mój zachwyt.

Swego czasu w Supertraining Gym Mark Bell gościł Eda Coana, a owocem tej kolaboracji jest kilka epizodów naprawdę zacnego materiału. W jednym z nich Coan wspomina, że nigdy nie nastawiał się na szybki wynik. Ed zakładał pewien roczny progres, który miał mu dać mistrzostwo nie za rok, ale za lat powiedzmy pięć. Dzięki temu był w stanie trenować nie zahaczając zbyt często o sesje treningowe graniczące ze zdrowym rozsądkiem. Bardzo hołduję temu podejściu, a do tego zacząłem bardzo cenić samą podróż, a nie tylko cel. To, że ponownie mogę trenować, że mam możliwość bawić się tym wszystkim, daje mi obecnie równie wielką radość jak zdobywanie medali. A nieskromnie myślę, że i na te ostatnie przyjdzie jeszcze czas.

Jako trener:

Wzorce ruchowe posiadają pewne pryncypia, dogmaty, których trzymać się należy i których łamać nie wolno. Ale z drugiej strony jest coś takiego jak adaptacja, a do tego fizycznie potrafimy się znacznie od siebie różnić. Stąd też obecnie znacznie ważniejsze dla mnie jest samo odczucie zawodnika niż moje wyobrażenie, jak on dany bój winien wykonać. Stałem się mniej apodyktyczy, bo jeśli ogół wzorca jest prawidłowy, to czemu nie pozwolić sobie na małe eksperymenty i innowacje?

Znacznie ważniejsze jest dla mnie programowanie zawodnika, zwłaszcza długoterminowe. Cała roczna periodyzacja, wraz z okresami napraw słabych ogniw, okresów roztrenowania oraz okresów przedstartowych, dobrana stricte pod zawodnika, biorąc pod uwagę jego staż, wagę, płeć i masę innych czynników, do tego obserwacja jak reaguje na zadane bodźce i nie spieprzenie tego – to jest chyba esencja bycia trenerem. Bo nie jest powiedziane, że coś, co na kartce winno działać, zadziała również w rzeczywistości.

I jeszcze coś, co mam nadzieję mi jako tako wychodzi – kształtowanie świadomości zawodniczej. Wiecie kto to jest wyrobnik? To jest człowiek, który wykonuje zadaną pracę bez wgłębiania się w jej sens. W mojej drużynie nie ma miejsca dla wyrobników. Chcę, by moi ludzie mieli pojęcie, dlaczego dostali takie a nie inne ćwiczenia, na jakim etapie periodyzacji są i nad czym obecnie pracują. Chcę, by mogli zaproponować dialog, a nie byli jedynie biernymi odtwórcami mojej sztuki. Czy mi to wychodzi? Należy zapytać ich.

Byłem ja, teraz wypowiedzi najlepszych polskich trenerów, którzy mieli chwilę czasu i zechcieli ją poświęcić na skrobnięcie kilku słów. Enjoy, bo to czyste złoto!

Teraz najbardziej cieszy mnie to, że nadal jestem w stanie trenować i robić progres z zawodów na zawody. Już nie chodzi mi o dobry start na ampach, czy jakichś innych zawodach. Większość moich znajomych którzy dzielili ze mną zajawkę na dźwiganie już dawno tego nie robi albo ćwiczy rekreacyjnie z powodu kontuzji, stagnacji, lub utraty zainteresowania. Pomimo upływu ponad 10 lat utrzymuję progres, ponieważ dzisiaj znacznie szerzej pojmuję idee balansu strukturalnego o której wspominałem w poprzedniej edycji artykułu. Dzisiaj wiem, że ta koncepcja to nie tylko magiczne tabelki z procentami od Poliquina. Bombardowanie słabszych partii dodatkowym treningiem wcale nie musi przynieść efektu. Balans uzyskuje się dzięki metodycznym naprawianiu każdego wadliwego ogniwa przez masaż, odpoczynek, stretching czy aktywacje (nie chodzi tylko o te śmieszne ćwiczenia z taśmą). Do dzisiaj odkrywam nowe ćwiczenia lub modyfikuję podstawowe w sposób, który wcześniej nie przyszedłby mi do głowy.
Krzysztof Hoffmann (Podsztanga.pl)

Wymieniać po kolei wszystkie elementy treningowej układanki, których poznanie i poukładanie w codziennej rutynie wpłynęły na rozwój mój czy każdego z Was, jest chyba bezcelowe. Bo od moich początków było tego dużo, a powieliłem także kilka niechlubnych schematów.
Jednak to, co ukształtowało mnie i w dalszym ciągu kształtuje, to zrozumienie i adaptacja słów wypowiedzianych przez Dana Johna „Have the courage to do less” na jednym ze szkoleń StrongFirst oraz sentencja „Your body lies” skierowana bezpośrednio do mnie przez Henka Kraaijenhofa na szkoleniu z fizjologicznej gotowości do treningu. Upraszczając sens i kontekst powyższych wypowiedzi musimy mieć świadomość, że zwłaszcza u osób wprawionych, ambitnych, które osiągnęły określony poziom w dźwiganiu ciężarów (tudzież innej dziedzinie sportu), istnieje tendencja do „robienia za dużo”. Zwłaszcza, co jest opinią moich znajomych zza wielkiej wody tudzież z południa Europy, zawodnicy z Polski i generalnie byłego bloku wschodniego wykazują do tego szczególne tendencje. I wcale nie oznacza, że jeżeli nie masz typowych oznak przetrenowania, myślisz, że czujesz swoje ciało doskonale – to jesteś bezpieczny i możesz podkręcać śrubę. Uważam, że na pewnym etapie zaawansowania nie powinniśmy szukać więcej i więcej stymulacji i tym samym stresu na treningu. Przeciwnie, trening winien być relatywnie prosty, z objętością nie zabijającą, a pozwalającą zrobić miejsce na korekcje słabych ogniw, które na każdym etapie wyćwiczenia będą zasadne. Dlatego zachęcam, by mieć niekiedy odwagę by zrobić mniej, by pozwolić sobie na uzasadniony w określonych sytuacjach odpoczynek od trudnej rutyny, a także poszukanie pomocy w celu obiektywnego oszacowania możliwości swojego organizmu, które będą się zmieniać w miarę upływającego czasu w kalendarzu i na siłowni.
Sebastian Gęsior (Sebastian Gęsior / Be StrongFirst)

Na początku przygody z trójbojem miałem dosyć spore ułatwienie w postaci trafienia pod skrzydła świetnego trenera Marcina Laśkiewicza. On spowodował, że zacząłem dźwigać więcej i w bezpieczniejszy sposób. Z czasem zacząłem przywiązywać większą wagę do celowania w słabe ogniwa, dorzuciłem nietypowe aktywności jak pilates czy taniec klasyczny i teraz czekam, aż wylecze stare kontuzje i podniosę coś dużego na pomoście.
Michał Tybora (Michał Tybora – Bench Press, Barbell Brothers)

1. Programowanie pod słabe punkty, a w dalszej perpsektywie rozwijanie świadomości trereskiej i zawodniczej
2. Zarządzanie fatygą
Kamil Koczwara (Barbell Brothers)

Kontuzje i zrozunienie ich genezy. Progresować można wiele lat nawet na planach nie do końca dopasowanych do nas i ze zła techniką. Kontuzje zawsze wymuszały głębsze, szersze spojrzenie na sytuację i cofnięcie się w tył tam, gdzie realnie był problem.
Tadeusz Tessmer (Barbell Brothers)